Nie będę owijał w sierść: odkąd Borys się u nas pojawił, sporo się zmieniło.
Rodzice wychodzą z nim na spacery wiele razy dziennie, więc kiedy w końcu przychodzi moja pora na wyjście z Mamą, ciężko mi pohamować emocje. Skaczę, szczekam, wariuję, no generalnie daję z siebie pełne show, chociaż wiem, że Mamusię to czasem zwyczajnie męczy.
Borys patrzy na mnie wtedy i pyta, czy mam jakiś problem.
No a ja przecież mówię, że nie mam.
Ale on nie odpuszcza. Patrzy, dopytuje, podchodzi, analizuje. I w końcu Mama musi nas rozdzielać, bo atmosfera robi się zbyt gęsta.
Tylko wiecie… prawda jest taka, że ja chyba jednak mam problem.
A przynajmniej mam pewne obawy.
Bo po tym wszystkim, co było wcześniej, po tych wszystkich latach, kiedy uczyłem się znowu ufać ludziom, kiedy budowałem sobie ten świat kawałek po kawałku… czasem boję się, że może sprawili sobie nowego Psa, żeby mnie zastąpić.
Tak po prostu.

Wiem, brzmi poważnie. Ale takie rzeczy siedzą w Psie głęboko. Nawet jeśli na co dzień robi za twardziela.
Więc obserwuję. Analizuję. Wyciągam wnioski.
Na przykład zauważyłem, że bardzo się cieszą, kiedy Borys kładzie się na nich w łóżku na powitanie. To postanowiłem sprawdzić, o co chodzi. Spróbowałem. Wszedłem, ułożyłem się, dałem z siebie maksimum. No i cóż… szanuję tę formę czułości, ale to raczej nie mój styl. Ja mam jednak trochę inną markę osobistą.
Potem zauważyłem, że przykładają mu telefon do boku i mówią:
„skanujemy pieska”.
A później jeszcze dodają, że jest dobrym Psem.
To oczywiste, że przyszedłem sprawdzić, czy mnie też będą skanować.
I wiecie co? Skanują.
W ogóle zacząłem dostrzegać, że oni naprawdę starają się traktować nas po równo. Jemu też myją łapki. Jak on dostaje przekąskę, to ja też. I co najlepsze — czasem nawet nie muszę robić za to żadnych sztuczek. To akurat system, który bardzo mi odpowiada i uważam, że powinien zostać z nami na stałe.
Dostał też od nich całą masę nowych akcesoriów. Nie ukrywam, początkowo patrzyłem na to z lekką rezerwą, bo moda nigdy nie była moim konikiem. Jestem raczej typem funkcjonalnym niż wybiegowym. Ale nie powiem — bardzo się ucieszyłem, kiedy okazało się, że dla mnie też są nowe szelki.
Więc żeby była jasność: ja naprawdę nie mam nic do Borysa.
Naprawdę.
Nawet pilnuję go, kiedy robią mu zastrzyki. Sprawdzam, co mu dają, jak się czuje i czy wszystko przebiega jak należy. Ktoś musi trzymać rękę na pulsie, a właściwie łapę.
Po prostu ja już wiem, co to znaczy rozstanie z ukochanym człowiekiem.
Wiem, jak to jest stracić swoje miejsce.
I może właśnie dlatego czasem coś mnie ściska w środku, nawet jeśli rozum mówi, że wszystko jest w porządku.
Ale ostatnio wydarzyło się coś ważnego.
Mama skontaktowała się z jednym z moich ulubionych ludzi. A uwierzcie mi — takich ludzi nie ma wielu, więc to naprawdę coś znaczy. Chodzi o mojego psichologa terapeutę, Irka z kanału Co Mówi Pies.
Irek poradził, żebyśmy z młodym czasem spacerowali razem. Bo Psy budują relacje właśnie tak — idąc wspólnie przed siebie, poznając świat obok siebie, bez gadania, bez ciśnienia, bez wielkich deklaracji.
No i oczywiście… Irek miał rację.
Kilka wspólnych psigód i już widać różnicę. Obaj jesteśmy spokojniejsi. Młody lubi, kiedy o nic nie musi się martwić, bo ja pilnuję porządku. Mnie to też odpowiada, bo przecież nie bez powodu mówią o mnie szeryf.
Mama coś tam czasem gada, że nie muszę aż tak wszystkiego kontrolować, ale to są już sprawy między mną a nią.
Najważniejsze jest to, że chyba powoli zaczynam rozumieć, że Borys nie przyszedł tu po to, żeby zająć moje miejsce.
On po prostu też potrzebował swojego.
A miejsca, jak się okazuje, może wystarczyć dla nas obu.
Wesprzyj Borysa
Borys nadal potrzebuje leczenia, specjalistycznej diety i stałej opieki. Jeśli chcecie pomóc nam zadbać o jego zdrowie i komfort, możecie wesprzeć jego zbiórkę:
Wesprzyj Borysa:
www.ratujemyzwierzaki.pl/boryschcezyc
📍 Szukasz psa do adopcji we Wrocławiu? A może chcesz pomóc Zwierzętom w potrzebie? Skontaktuj się z nami i dołącz do ekipy GRUPY RATUJ!
